Titicaca I 26-29.05.2012

Jezioro Titicaca I 26-29.05.2012

Puno oraz Islas Flotantes, Peru: 26.05.2012 – 28.05.2012

Copacabana oraz Isla del Sol, Boliwia: 28.05.2012 – 29.05.2012

Jezioro Titicaca, największe wysokogórskie jezioro świata wydaje się nie mieć końca, wygląda raczej jak morze, a nie jak jezioro. Od lat ludność miejscowa zamieszkiwała na wyspach, które tworzyli z bloków ziemnych i słomy.

Poszliśmy do portu w mieścinie Puno i za 10 soli wykupiliśmy 4- godzinną wycieczkę na najbliższe wyspy. Cała konstrukcja ma3 metrygłębokości i aby nie odpłynęła, zakotwicza się wyspę przy pomocy eukaliptusowych pali ze wszystkich stron. Miejsce jest bardzo turystyczne, zarządca jednej wyspy tłumaczył nam, jak to ludzie żyją z rybołówstwa i myślistwa, jednak aktualnie chyba turystyka jest ich głównym źródłem utrzymania. Kupiliśmy kilka prostych wyrobów, które potencjalnie sami wyprodukowali.

Załoga naszego stateczku składała się prawie z samych Peruwiańczyków. Jedna Peruwiańska turystka pochodząca z Limy, z którą się zakumplowaliśmy, nakreśliła nam bardzo smutny obraz związków damsko-męskich w Peru. Mimo, że jest to tak wierzący, katolicki kraj, większość par żyje na kocią łapę i niestety na porządku dziennym są sytuacje, w których kobieta zachodzi w ciążę, a mężczyzna wtedy ją porzuca. Zdrady są nagminne, głównie po stronie samców, a „maczyzm” wszechobecny. Jeśli tylko mężczyznę na to stać, to woli aby kobieta została w domu i nie pracowała by mieć nad nią większą kontrolę. Bicie żony jest rzeczą powszechną. Żona może zgłosić ten fakt na policję, ale wtedy zamkną jej męża na jedną noc, a potem wypuszczą bez żadnych konsekwencji. Bojąc się, że sama na siebie nie zarobi i nie wykarmi dzieci, kobieta tkwi przy bijącym czy zdradzającym mężu całe życie. I nie są to sporadyczne przypadki na wsiach, ale według naszej rozmówczyni, tak wygląda sytuacja również w dużych miastach, w całym Peru. Twierdziła, że Peruwiańczycy są dość kochliwi i lubią skakać z kwiatka na kwiatek.

Wracając do jeziora Titicaca, bardziej dostrzegliśmy jego piękno nocując na wyspie Słońca- wyspie, na której urodziło się słońce (już po przekroczeniu granicy, po stronie boliwijskiej). Sama wyspa jest bardzo urokliwa, idealna na krótsze i dłuższe spacery. Tutaj usiedliśmy na kolację w lokalnej restauracyjce. Łącznie zeszło się tam dziesięcioro turystów. Właściciele knajpy- starsze, boliwijskie małżeństwo, biegało jak w ukropie aby obsłużyć tak wielką klientelę. Lokal na wszystkich ścianach posiadał wielkie okna więc byliśmy świadkami jak co chwilę nasz gospodarz biegał do sklepu15 metrówdalej po brakujące produkty. Czekaliśmy na jedzeni lata świetle, w których gospodarz zrobił dziesięć kursów do sklepu obok, głównie po wina.

Po kolacji sami udaliśmy się do sklepiku po wino. W sklepie siedział leciwy Boliwijczyk, który poinformował nas, że jeżeli chcemy mieć bezpieczną podróż i nie połamać nóg, powinniśmy złożyć ofiarę z liści koki i odrobiny wina dla matki Ziemi- czyli Pachamama. Obiecaliśmy, że tak uczynimy.

Po przebudzeniu przypomnieliśmy sobie o Pachamamie i złożyliśmy jej ofiarę, ale w wersji polskiej- położyliśmy na ziemi liście koki i polaliśmy je wódką Sobieski. Potem odbył się rytualny taniec i bezpiecznie wróciliśmy łódeczką na stały ląd, do Copacabany.

Posted on 2012/06/03, in Boliwia, Peru and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. Całe szczęście że mieliście sobieskiego ze soba!:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: