Tubing in Vang Vieng I 26 – 29.02.2012

Vang Vieng, Laos: 26.02.2012 – 29.02.2012

Już nigdy nie zamówimy mini vana po górskich serpentynach. Z Luang Prabang zapakowaliśmy się w szóstkę, a z przodu kierowca i ładna Laotanka. Albo nasz kierowca chciał jej zaimponować, albo postanowił po prostu wyprzedzić wszystko co się rusza na drodze. Całkowicie zieloni, w pozycjach pół-horyzontalnych, z plastikowymi torebkami w pogotowiu dojechaliśmy do Vang Vieng.

Kiedyś Vang Vieng było małą, spokojną wioską jakich wiele w Laosie. Dzisiaj jest opanowane przez rządnych imprez turystów. Główną atrakcją jest „tubing”. Polega on na spływie w dętce rzeką Nam Song. Pozwolenie na organizację spływów mają tylko tubylcy, a zysk idzie do kieszeni 1500 laotańskich rodzin, jak głosi plakat w wypożyczalni dętek. Wcześniej jednak należy podpisać dokument mówiący, że spływa się na własną odpowiedzialność.

Zapłaciliśmy za dętki i tuk tuk zawiózł nas na miejsce, gdzie codziennie trwa impreza przy muzyce disco, techno i reggae. Wzdłuż rzeki, co kilkadziesiąt metrów rozstawione są bary, których pracownicy wyłapują turystów, rzucając im linę i przyciągając do brzegu. Bary proponują nie tylko alkohol, zioło, opium, grzyby czy inne używki, ale również zjeżdżalnie i liny, z których można skakać do rzeki (usytuowane na wysokości od 5 do15 metrównad wodą), np:

Taka mieszanka owocuje kilkoma śmiertelnymi wypadkami rocznie.

Wszystko dla ludzi, ale zgrzytem dla nas była stała obecność laotańskich dzieci, które stoją na każdym pomoście i dzierżą w łapkach napisy zapraszające na darmową wódkę. Zdąży człowiek wysiąść z dętki, a już dzieciak ciągnie go za rękę na kielonka, po którym turysta powinien nabrać chęci na więcej. Gdzie są ich matki? Prawdopodobnie serwują kanapki wstawionym i nastukanym turystom, którzy uczą dzieci swoich kocich, tanecznych ruchów. A dzieci patrzą, patrzą i naśladują. Jak to dzieci…

Po spływie rzeką, ci którzy jeszcze mają siły, albo już lekko przetrzeźwieli, kontynuują libację w miasteczku. Knajpy serwują drinki w kubełkach za 4 zl, a w menu są potrawy z marihuaną. Można zamówić oczywiście normalne jedzenie, a jeśli zrealizuje się minimalne zamówienie, dostanie się jointa za darmo. Drugiego wieczoru, po późnej kolacji, Kasia odkryła w swoim i Pawła pokoju (znajdującym się najbliżej recepcji) nieprzytomną, młodą Australijkę. Nikt nie wie jak tam się znalazła. Dopiero po dwóch godzinach udało nam się ją ocucić i odstawić do właściwego hostelu.

Poza tubingiem i imprezami w Vang Vieng można podziwiać ciekawe jaskinie. Trzeba uważać, gdyż na szlaku znajduje się wiele „podróbek” lagun i jaskiń i dopiero po uiszczeniu opłaty można się zorientować, że zapłaciło się za oglądanie kałuży. Nas przestrzegli inni turyści i dotarliśmy do przepięknej jaskini, po której krążyliśmy przez dobrą godzinę.

Posted on 2012/03/04, in Laos and tagged , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. aa już wiemy jak nazywa sie ten pojazd. skrzyzowanie traktora i kosiarki. Oryginalnie : „tok tok”. Używali go w Bolavenie na plantacjach kawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: