Angkor What??? I 2 – 5.02.2012

Siem Reap i świątynie Angkor: 02.02.2012 – 05.02.2012

Jeszcze w Bangkoku pozyskaliśmy wizę kambodżańską online. Wsiadając do pociągu w Bangkoku zmierzającego do granicy z Kambodżą, byliśmy uzbrojeni w wiedzę od Partysi odnośnie przekrętów jakie się tam odstawia. Musieliśmy jednak brać udział w tym cyrku, co nas bardziej bawiło niż denerwowało.

Gdy pociąg dojechał do stacji końcowej, poprosiliśmy wraz z poznanymi w pociągu Niemcami kierowcę tuk tuka by nas zawiózł na przejście graniczne. Tuk tuk zawiózł nas oczywiście do sztucznego konsulatu, czyli do dużego białego budynku, gdzie ściemnieni funkcjonariusze „pomagają” wyrobić turystom wizę za cenę nieco wyższą niż nominalna. Po 3 minutach rozmowy kierowca tuk tuka nam uległ i zawiózł nas 300 metrówdalej na granicę. Tutaj formalności i pożegnanie z Tajlandią, po czym przejście przez kawałek miasta nazywanego „no man’s land”. Po stronie kambodżańskiej z kolei można albo na własną rękę szukać lokalnego autobusu albo wziąć udział w zabawie w darmowy autobus. Nie mieliśmy ochoty na czekanie w 40-stopniowym upale na lokalny autobus, tylko wsiedliśmy do tego „darmowego”, który wywozi turystów na dworzec autobusowy w szczerym polu, z którego można dojechać dalej jedynie taksówką albo minibusem po nieco zawyżonych cenach. Zdaje się, że teraz sytuacja już tu się unormowała, gdyż cena wywoławcza taksówki to $12/ os, a taksówkarz dość szybko (max 3 min) zgodził się na płatność po wykonaniu usługi, zamiast przedpłaty. Razem z parą Niemców zdecydowaliśmy się na taksówkę i po 150 km byliśmy w Siem Reap.

Nazwa miasta Siem Reap jest interesująca, albowiem oznacza „Pokonany Syjam”, odwołując się do wygranej bitwy z Tajami. Ciekawe jak się czują tajscy turyści odwiedzając to miasto. Wieczorem wybraliśmy się na kolację do centrum Siem Reap. Zabudowa miasta przeszła nasze oczekiwania- hotele, bary z europejskim jedzeniem, taki mały Bangkok. Wystarczy jednak zboczyć w kilka uliczek dalej i już widać wioskę, nie miasto.

Kambodża jest bardzo zranionym narodem przez liczne walki z państwami ościennymi oraz wojny domowe, które ustały zaledwie kilkanaście lat temu. Do tego to tutaj Pol Pot przeprowadził masowe ludobójstwo w latach 1975 – 1979. Raczkująca niepodległość sprawia, że ludzie bardzo się cieszą, są niesamowicie pogodni, pamiętając złe czasy. Niestety widać ofiary pól minowych, bez kończyn. Spotkaliśmy starszych turystów z Niemiec i Francji (Kambodża była pod francuskim protektoratem), którzy zwiedzali Angor 30 lat temu. Wówczas  były wyznaczone tylko wąskie ścieżki do świątyń, a wkoło znajdowały się pola minowe. Aktualnie nie ma takiego zagrożenia, jednak nadal nie jest wskazane chodzenie po odludnych polach, czy pójście na stronę w nieznany teren, gdyż mogą być jeszcze niewybuchy.

Pierwszego dnia zwiedzaliśmy Angkor z przewodnikiem i poznanymi w pociągu Niemcami, a kolejne dwa dni jeździliśmy po kompleksie rowerami, przez co bardziej dostrzegliśmy ogrom tej byłej potęgi. W przerwach żywiliśmy się pysznymi ananasami sprzedawanymi pod świątyniami, które syciły pragnienie i dawały siłę na dalsze zwiedzanie.

Najbardziej z całego kompleksu znany jest Angkor Wat, jeden z 7-dmiu cudów świata średniowiecznego, a jest to jedynie jedna z dziesiątek świątyń, które powstawały na przestrzeni IX – XIII wieku. Łącznie kompleks Angkor (świątynie, miasta, parki, rzeczki itd.) zajmuje terytorium ponad 400 km2. Częściowo są to świątynie hinduistyczne, głównie ku czci Wishnu, ale w późniejszym okresie budowano świątynie buddyjskie (zresztą mnisi i królowie buddyjscy przerabiali wcześniejsze hinduistyczne świątynie na buddyjskie). Za czasów panowania dynastii Angkorskiej Kambodża była potęgą, zajmowała m.im. terytorium Laosu, część Tajlandii i prawie połowę dzisiejszego Wietnamu. Ich stolica Angkor Thom (znajdująca się kompleksie Angkor) w czasach świetności zamieszkiwało ok. 1 mln mieszkańców i było to najludniejsze miasto na świecie. W tym samym okresie w Londynie żyło zaledwie 50 tyś ludzi.

Angor jest tak niesamowity, że nie da się tego ani opisać ani oddać na zdjęciach, jest to miejsce magiczne i urzekające. Bez przesady czuje się tam ducha przeszłości. My w naszej zachłanności by zobaczyć cały świat (życia nie starczy), zostaliśmy tam tylko 3 dni, ale spokojnie można odkrywać nowe, tajemnicze i różnorodne świątynie cały tydzień albo i dłużej.

Posted on 2012/02/12, in Kambodża and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. Wraz z erą internetu, sława panów przekręsatów z granicy w Poipet dotarła w wiele miejsc, więc będzie im trudniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: