Tajskie wyspy – zachodnie wybrzeże I 16 – 22.01.2012

Tajlandia. Wyspy – zachodnie wybrzeże: 16.01.2012 – 22.01.2012

 

Phuket:  16.01.2012 – 18.01.2012

Polskie media zrobiły nieco szumu wokół niedawnej powodzi w północnej Tajlandii, dlatego zdecydowaliśmy się zobaczyć tylko południe i Bangkok. Opuściliśmy Delhi i po 6-cio godzinnym międzylądowaniu w Kuala Lumpur nasz samolot wzbił się w powietrze by wylądować w Tajlandii na osławionej wyspie Phuket. Z premedytacją wybraliśmy okolice najbardziej imprezowej plaży – „Patong”.

Z lotniska turystyczny van zabrał nas do dzielnicy tańszych hoteli. Po Indiach wydawało nam się, że jesteśmy w Zurychu. Naszego eleganckiego, klimatyzowanego vana wyprzedzały same drogie, nowe samochody. Przejeżdżaliśmy koło kilku olbrzymich Tesco i co najmniej pięciu McDonaldów. Im bliżej do celu, tym więcej Sheratonów i innych Mariott’ów.

Szukając noclegu przeszliśmy jedną ulicę, na której 100% właścicieli hoteli to Europejczycy (głównie Anglicy) i Australijczycy. Zdecydowaliśmy się zamieszkać u Pekki – Fina, który osiadł tu 20 lat temu, poślubił Tajkę i żyje z nią i dwójką dzieci doglądając interesu. Zlitował się nad parką z Europy Wschodniej i wspominając z rozrzewnieniem swoje lata backpakerskiej młodości, opuścił nam cenę o 40%.

Najkrótsza trasa na plażę prowadziła przez olbrzymie centrum handlowe. Tętniące życiem, usiane knajpkami o cenach europejskich oraz z pokazem tańczących fontann na dziedzińcu, centrum zawzięcie konkuruje z plażą w przyciąganiu rzeszy turystów.

Plaża Patong wygląda jak Mielno w sezonie, ze świecą szukać miejsca gdzie można położyć ręcznik. Ciężko się zdrzemnąć przy akompaniamencie skuterów wodnych, motorówek ciągnących bananowe pontony i turystów na spadochronach. Starsi panowie spacerują przytulając młodziutkie Tajki, a czasem Tajów. Phuket jest największą wyspą Tajlandii i zapewne posiada cichsze zakamarki, natomiast głośny Patong upodobali sobie przede wszystkim obwieszeni złotem Rosjanie. Słychać też Anglików, Amerykanów, czasem Francuzów.

Knajpy na Patong’u serwują jedzenie z każdego zakątka świata – azjatyckie, europejskie, amerykańskie itd. Jako że  przez 5 tygodni Indii zamieniliśmy się prawie w wegetarian, miło było podjeść znowu trochę wołowiny i kurczaków, a świetnym miejscem okazał się Burger King…

A wieczorem? Wieczorem pod naszym oknem wsiadają na skuter starsi i młodsi panowie, co drugi z Tajką. Czas na imprezę na ulicy Bangla. Tłum gapiów, imprezowiczów i seksturystów tworzy jedną masę przetaczającą się powoli w stronę morza i z powrotem. Kluby gogo zachęcają do wejścia wystawiając na przynętę Tajki, tańczące na rurze przy zewnętrznych stolikach, co jakiś czas rozbierając się do majtek ku uciesze panów z brzuszkami. Niektóre mocno zblazowane ze znudzeniem przestępują z nogi na nogę. Ladyboye przed i po operacji kuszą krótkimi spódniczkami. Na samej plaży też impreza, w rytmach techno można odreagować rok ciężkiej pracy, wykąpać się na golasa w morzu albo oglądać odlatujące lampiony.

Po 2 dniach czmychnęliśmy w poszukiwaniu spokojniejszej enklawy.

 

Koh Phi Phi: 18.01.2012 – 19.01.2012

 Koh Phi Phi nie okazało się oazą spokoju ze względu na wysoką liczbę turystów, w końcu przyjechaliśmy w sezonie. Wyspa jest uważana za jedną z najpiękniejszych w Tajlandii. Składa się jakby z dwóch górzystych wysepek połączonych pośrodku wąskim pasem lądu, w jednej zatoce znajduje się port, a w drugiej bajeczna plaża. Ze względu na takie ukształtowanie terenu, tsunami z 2004 roku bardzo zniszczyło właśnie Koh Phi Phi, gdyż fala z łatwością przebiła się przez środek wyspy. Dziś nie ma śladu po tsunami, a nowa, gęsta zabudowa ponownie narusza ekosystem wyspy.

Ceny są wygórowane, wyższe nawet niż na Phuket. Z trudem znaleźliśmy rachityczną bambusową chatkę za $23/ noc. Na wyspach wszystko załatwia się przez agencje turystyczne. Nie istnieje oficjalna kasa w porcie, gdzie można dostać bilety na prom. Na Phi Phi po raz pierwszy skosztowaliśmy przepysznego, tajskiego jedzenia, na bazie mleczka kokosowego, owoców morza, trawy cytrynowej, ostrych sosów i tysięcy innych przypraw.

Zostaliśmy tylko jedną noc i wykupiliśmy wycieczkę łodzią połączoną ze snorklowaniem na kilku plażach naszej i pobliskiej, niezamieszkałej wyspy Phi Phi Leh.

Widzieliśmy m.in. plażę „Monkey Beach”, gdzie turyści karmią czym popadnie mocno już spasione małpy, widok jest dość przykry bo małpki tylko siedzą i jedzą, często niezdrowe dla nich fastfoody. Dalej przepływaliśmy koło grot i jaskini Wikingów, snorklowanie w błękitnej wodzie z widocznością na 15m było cudowne.

Główną atrakcją takiej wycieczki jest plaża ”Maya Bay”, gdzie kręcono film „Niebiańska plaża” z Leonardo DiCaprio. Wzbudził on niesmak ekologów gdyż przy produkcji filmu Amerykanie postanowili upiększyć i powiększyć plażę usuwając z niej część wydm i sadząc dodatkowe palmy.

Aktualnie w sezonie przypływa tu tak wielu turystów, że ciężko ją uznać za rajską plażę.

Po wieczornej kolacji złapała nas tak olbrzymia ulewa i burza z piorunami, że przez 2 godziny nie mogliśmy wrócić do naszej chatki. Na szczęście chatka okazała się bardziej wytrzymała niż podejrzewaliśmy, a daszek z liści palmy nie przepuścił ani kropli.

 

Półwysep Railey: 19.01.2012 – 22.01.2012

Z Kho Phi phi popłynęliśmy na półwysep Railey, na który można się dostać jedynie łodzią ze względu na skały uniemożliwiające przedarcie się lądem. Jest on znany przede wszystkim wśród osób kochających wspinaczkę, które zjeżdżają się z całego świata by zdobyć liczne wapienne formacje skalne. My wdrapaliśmy się jedynie na jedno wzgórze w okolice laguny, a że poprzedniej nocy padało, umorusaliśmy się przy tym niemiłosiernie.

Railey posiada cztery plaże: wschodnią- namorzynową, zachodnią, Ton Sai i najładniejszą Phra Nang, gdzie znajduje się bardzo ciekawa jaskinia/ świątynia Księżniczki. Rybacy modlą się do niej przed wyjściem w morze i jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, w podzięce składają jej ofiary. Jako, że księżniczka jest odpowiedzialna za urodzaj i płodność, oczekuje przede wszystkim darów w kształcie fallusów…

Na Railey spędziliśmy trzy przemiłe wieczory z małżeństwem z Warszawy- Anią, Markiem i ich synkiem Bartkiem- pozdrawiamy Was gorąco jeśli nas czytacie. Jakże miło spotkać Polaków na obczyźnie;) Na wspólnej kolacji skonsumowaliśmy m.in. krokodyla, który smakował jak kiepski kurczak- nie polecamy oraz rekina, który jest bardzo smaczny.

Posted on 2012/02/03, in Tajlandia and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. 4 Komentarze.

  1. Marcin, śliczna koszulka 🙂

    • nowa moda. Koszulka kupiona na Andamanach w Indiach. Chciałem bezrękawnik, a sprzedawca miał tylko z T-shirty. Ale że był krawcem to powiedział, że raz dwa mi przerobi. No i wziął nożyce, odciął rękawy, a następnie zrobił dekolt z przodu i z tyłu. Tak zniszczoną koszulkę już musiałem kupić 🙂

  2. …faktycznie, okropnie w tej Tajlandii ..;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: