Cyklon – uwięzieni w raju I 24 – 31.12.2011

Andamany cd –  24.12.2011 – 31.12.2011

Przypływając na Andamany 14 grudnia nie mogliśmy podejrzewać, że wyspa Havelock nie będzie chciała nas wypuścić.

 Do Wigilii czas nam mijał spokojnie. Zamiast prezentu bożonarodzeniowego pod choinką poszliśmy na masaż całego ciała. Masaż tłustą oliwą był przyjemny do czasu aż masażyści nie doszli do głowy i nie zaczęli ciągnąć nas za włosy we wszystkich kierunkach, na przemian drapiąc skórę swoimi pazurami. Marcin miał zbyt krótkie włosy by go mocno wytarmosić więc w zamian dostał sporo uderzeń pięściami po plecach.

Sfatygowani i świecący się na kilometr od nałożonej na nas oliwy udaliśmy się na kolację wigilijną.

 Po rybach, krewetkach i telefonach do Polski poszliśmy na pasterkę. W wiklinowym kościele zebrało się 20 osób. Mszę prowadził pan w parcianych spodniach, któremu słuchacze co i rusz przerywali aby wtrącić swoje trzy grosze, Nie zrozumieliśmy ani słowa więc jedynie mruczeliśmy przy pieśniach. Małe i większe krabiki miały całą mszę by baraszkować w butach zostawionych przed wejściem.

 Podczas mszy słyszeliśmy wzmagający się wiatr i groźny szum fal. Jedna palma nadszarpnęła linie elektryczne powodując niewielki pożar. 25 grudnia dowiedzieliśmy się, że cyklon o nazwie „Thame” dotarł do naszej wyspy przynosząc deszcz i wichury jakich nigdy wcześniej nie widzieliśmy. W nocy morze zaczęło się wkradać do naszego ośrodka i pokonawszy jakieś 50m zatrzymało się na wysokości pierwszych zabudowań. Przewróciło się kilka drzew na wyspie, m.in. na linie elektryczne co ograniczyło dostawy prądu. Momentami nie było też bieżącej wody.

Hinduska obsługa naszego resortu zupełnie nie przejmowała się cyklonem, tłumacząc nam, że raz do roku nawiedza on wyspę, jednak nie stanowi większego zagrożenia. Polecili nam aby nie wychodzić w nocy z budynków i położyć plecaki na podwyższeniu.  Jeden Hindus dał nam szczerą radę, żeby na wszelki wypadek spać z jakąś długą szmatą czy liną, aby w razie potrzeby przywiązać się do drzewa i uniknąć porwania przez fale tudzież wiatr. W ten sposób zapewnieni o braku niebezpieczeństwa wstawaliśmy w nocy sprawdzić poziom morza, które szumiało w odległości 150 metrów od naszej chatki. Dudniący deszcz, huk spadających kokosów i gałęzi przy każdym porywie wiatru oraz klekocące na wietrze blaszane daszki (jeden zresztą odleciał) towarzyszył nam przez najbliższe 3 noce. Cyklon trwał 3-4 dni, które wystarczyły by skończyły się niektóre zapasy żywieniowe takie jak jajka czy ryby (zakaz wypływania) oraz pieniądze w obu bankomatach. Całe jedzenie dla wyspy Havelock jest bowiem przywożone ze stolicy Andamanów, Port Blair.

Cyklon uniemożliwił wszelki transport między wyspami, nie kursowały ani promy, ani wodoloty. Prognozy pogody ograniczyły się do braku prognozy gdyż według wszelkich służb pogoda w tym rejonie świata może zmienić się nieobliczalnie w ciągu pół godziny. Tłumy turystów czatowały w okolicach portu sprawdzając czy kursują promy aby wydostać się z wyspy. Wielu z nich, tak jak my, nie dotarło na lotnisko znajdujące się na większej wyspie, w Port Blair i straciło bilety na samolot, których ceny wzrastały niemiłosiernie z dnia na dzień. Byliśmy zmuszeni zarezerwować bilet dopiero na 3 stycznia 2012 roku. Na szczęście od 29 grudnia wszystko wróciło do normy i cyklon opuścił Havelock. Znów mogliśmy nurkować. Niestety cyklon nie ucichł na dobre, tylko skierował się na ląd, do stanu Tamil Nadu, gdzie do tej pory zabił ponad 40 osób.

Na Sylwestra nasza wyspiarska izraelska większość zorganizowała imprezę w jednym z  ośrodków wśród palm. Niestety, gdy na nią dotarliśmy o 22.00, impreza już się skończyła na skutek interwencji policji, której przeszkadzał noworoczny hałas – taka jest wersja oficjalna. Nieoficjalna (bardziej prawdopodobna) jest taka, że organizatorzy wsparli miejscową policję zbyt małą kwotą, co wyszło dopiero podczas imprezy i już było za późno aby „dopłacić”. Finalnie przywitaliśmy Nowy Rok na plaży ze znajomymi Grekami. Ognisko, muzyka reggae, gwiazdy i my.

Kochani, życzymy Wam cudownego Nowego Roku 2012!

Posted on 2012/01/06, in Indie and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 6 Komentarzy.

  1. Kasia i Pablo

    Na służbach mundurowych nie można oszczędzać…

  2. Iwona i Tomek

    Macie niezwykle urozmaiconą podróż…. Podziwiamy Was i liczymy na kolejne bardzo ciekawe opisy przygód i cudowne widoki.
    Buziaki
    Iwona i Tomek (Zakopane)

  3. Dobrze, że Nemo się znalazł i dzięki za zdjęcie stonogi 🙂

  4. Dziwne, ze wladze nie wprowdzily obowiazkowej ewakuacji, ktora np obowiazuje w czasie huraganow na rownie plaskich i malych wyspach Key Westu. Pamietam ze Stanow, ze zawsze w sklepach (a mowa tu o duzych sklepach) pustoszaly polki z napojami jedzeniem juz kilka dni przed spodziewanym przejsciem huraganu.

    • Na Andamanach cyklon przychodzi raz na rok, zazwyczaj w styczniu. Miejscowi sie nim bardzo nie przejmuja. Wokol niektorych wysp (jak Havelock czy Neil) sa wielkie rafy kolarowe, ktore rozbijaja fale. Nawet ogromne tsunami z 2004 roku nie naruszylo tych 2 wysp – nasza chatka zostala wtedy wypelniona woda „jedynie” na 1m.

  5. i wam paszczaki all the best. jestem wielkim fanem waszej jakze uroczej i pełnej przygód podróży.
    uncle bil

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: