Pekin i Pingyao I 06.11.2011 – 11.11.2011

PEKIN/BEIJING 06.11- 09.11

Rozpoczęliśmy zwiedzanie Pekinu od Świątyni Nieba, gdyż według mapy znajdowała się o jedyne 5 minut drogi od naszego hostelu. Krótkie 5 minut okazało się 3 kilometrami.

 Zmierzając do świątyni przez park okalający cały kompleks przez całą drogę dochodziły nas dźwięki muzyki. Słyszeliśmy na przemian tango, arie chińskie, muzykę klasyczną, muzykę z filmów sztuk walki, disco i pop. Gdy przedarliśmy się przez gąszcz drzew, naszym oczom ukazały się różne grupki Pekińczyków, tworzące barwne scenki rodzajowe; jedni tańczyli tango, drudzy ćwiczyli tai chi, kolejni się gimnastykowali, grali w badmintona, jakaś Chinka śpiewała (chyba) smutną pieśń sopranem, inni grali w zośkę.

Była godzina 10.00 rano, poniedziałek, czy oni nie powinni być w pracy? Może były to zajęcia dla emerytów, chociaż wyglądali raczej młodo. Najciekawsza była grupka tańcząca układ do piosenki Britney Spears, którą możecie tu obejrzeć (pozniej dodamy…).

Przemierzając ten wielki park co kilkanaście metrów widzieliśmy Chińczyków chodzących tyłem i uderzających się pięściami głównie po plecach i odcinku lędźwiowym. Zaczęliśmy też się tak uderzać i od razu poczuliśmy się lepiej;)

W końcu doszliśmy do Świątyni Nieba. Świątynia zbudowana w 1420 roku przez 5 stuleci była centralnym miejscem cesarskich ceremonii. Szczególnie piękna jest Sala Modlitw o Urodzajne Żniwa, w kolorze niebieskim, zbudowana z drewna, podobno bez użycia ani jednego gwoździa.

Nieopodal znajduje się taras, na którym niegdyś stał ołtarz i miejsce to uważane było za środek państwa i jednocześnie za środek całej planety. Jak się stanie na tym miejscu, to wszystkie modły lecą prosto do nieba.

Po tym zwiedzaniu nieco zgłodnieliśmy i ustawiliśmy się w kolejce po ciepłe bułeczki sprzedawane na ulicznym straganie. Jednak jedna chwila nieuwagi (nie mogliśmy się zdecydować, którą bułeczkę wybrać) i już sprytna Chinka wypchnęła nas brutalnie z kolejki, bezpardonowo chwytając za ramię i wypychając barkiem. Bułeczki, zawierające w sobie samą pszenicę i odrobinę wody okazały się kleistą papką, która tak nas zapchała, że do wieczora nie byliśmy w stanie spojrzeć na jedzenie.

Potem skierowaliśmy się do Zakazanego Miasta. Po drodze chiński pseudo artysta bez skutku chciał nas zmusić do obejrzenia swojej galerii i kupna bohomazów. Nazwa Zakazne Miasto wywodzi się stąd, że lud nie miał do niego dostępu. Od XV do XX w.  mieszkali tam i rządzili cesarze, prawie nie wystawiając nosa poza jego mury (powodem mogło być 10.000 konkubin przypadających na 24 cesarzy;). Zakazane Miasto stanowiło centrum całego imperium. Ogrom i majestat tego miasta w mieście dotarł do nas tak naprawdę dopiero około godz.17.00, gdy ostatni turyści wyszli i zostaliśmy, nie licząc ochrony, zupełnie sami.

Tak jak się spodziewaliśmy, w ciągu tych pierwszych dni największe wrażenie zrobił na nas jeden z cudów świata znajdujący się pod Pekinem- Wielki Mur Chiński. Budowa muru trwała od XV w.p.n.e. do XVI w.n.e. Zwiedzaliśmy go na odcinku w miejscowości Mutianyu, nie tak obleganej przez turystów jak Badaling.

 

W kolejnym dniu udaliśmy się na Plac Tiananmen, największy plac na świecie o powierzchni4 hektarów. Zjeżdżają tu pielgrzymki ludzi z prowincji, którzy pragną zrobić sobie zdjęcie przed portretem Mao. Robili sobie zdjęcia tak samo chętnie z Mao jak i z nami. Plac jest strzeżony przez policję w cywilu i nikt tu się nie odważy splunąć pod ostrzałem tak wielu kamer.

Pekin zapamiętamy jako olbrzymią, betonową metropolię. Czytaliśmy, że Mao chciał się pozbyć szkodników niszczących plony i kazał zabić wszystkie psy i wszystkie wróble w okolicy. Przyczyniło się to do wzrostu liczby insektów. Aby pozbyć się tych ostatnich, Mao kazał zabetonować wszystkie pasy zieleni. I tak właśnie odebraliśmy Pekin- jako zabetonowany, chociaż podobno przed Olimpiadą w 2008 roku, miasto postawiło na bardziej przyjazne dla środowiska oblicze.

Zapamiętamy też z pewnością klimatyczne „hutongi”- małe, wąskie uliczki, ożywające nocą, kiedy ludzie handlują tam czym się da oraz kaczkę po pekińsku z chrupiącą skórką i zieleniną,  którą zawija się w cienkie naleśniki.

Po powrocie do kraju spróbujemy sami przyrządzić kociołek, którego spróbowaliśmy w Pekinie, ale serwuje się go w całych Chinach. Jest to potrawa o korzeniach mongolskim, bardzo prosta w przygotowaniu. Na stole stawia się kociołek z wrzącym rosołem, do którego wsadza się pałeczkami różne surowe składniki – np. szynkę, wieprzowinę, kapustę, pora, kluski ryżowe, pietruszkę. Chwila moment i mamy ugotowany dany składnik, który maczamy w sosie wedle uznania- albo ostrym chili albo np. o smaku masła orzechowego. Coś jak francuskie fondue, które też jest cały czas podgrzewane, ale zamiast sera jest rosół. Można tak siedzieć godzinami i powolutku smakować a to kapustę, a to pora. Banalne, a przepyszne!

PROWINCJA SHANXI

PINGYAO 10.11-11.11

W Pekinie wsiedliśmy w pociąg nocny do miasteczka Pingyao. W Chinach są szybkie i drogie pociągi, a la TGV, jadące 250-300 km/h, oraz zwykłe. W tych zwykłych pociągach są 4 klasy miejsc: miejsca twarde siedzące- najtańsze, miejsca pierwszej klasy siedzące, kuszetki twarde z 6 pryczami oraz najdroższe miejsca sypialne z 4 miękkimi pryczami. My wybraliśmy twarde kuszetki z 6 pryczami, zdecydowaliśmy się na łóżka na samej górze. Łóżka na samym dole są najdroższe, chociaż naszym zdaniem lepsze i bezpieczniejsze są te położone wyżej. Poza tym prycze na dole w ciągu dnia służą jako siedzisko dla wszystkich. Przedziały nie są oddzielone drzwiami szklanymi jak w Polsce, dostęp do łóżek jest bezpośrednio z korytarza.

Na 6 prycz przypada wielki termos z gorącą wodą, którą można stale dolewać z maszyny stojącej na korytarzu. Jak tylko wszyscy usiedli na swoich miejscach i pociąg ruszył, cały nasz wagon pachniał jak jedna wielka, wielosmakowa zupka chińska. Każdy, dosłownie każdy, otworzył zupkę chińską (jest sprzedawana od razu w plastikowych, sporych kubełkach z plastikowym widelcem) i zalał ją gorącą wodą z termosu. Zapachy były tak kuszące i Chińczycy mlaskali tak ochoczo, że postanowiliśmy spróbować takiej zupki przy najbliższej okazji i porównać ją z kupowanymi w Polsce Vifonami (niezbędnik żeglarski).

Przez to, że byliśmy prawdopodobnie jedynymi białymi w tym pociągu (jesteśmy poza sezonem), znowu wzbudzaliśmy ogólną atencję. Zgromadziło się kilka osób, które bardzo chciały z nami porozmawiać. Rozmawialiśmy bite 2 godziny i dowiedzieliśmy się tyle, że nasi rozmówcy są Chińczykami. Po angielsku jedynie co nieco mówił 5letni chłopczyk, który cały czas do nas przybiegał i krzyczał do nas „I love you”, „Watermelon”, „Banana” oraz „Hippo”. Potem zaczął nam znosić różne dary poczynając od mandarynek, a kończąc na kartach do gry w jakieś pokemony czy inne diabły. Odwdzięczyliśmy się magnesem na lodówkę z Cepelii, na co dostaliśmy kolejne bułeczki i łakocie.

Poszliśmy spać, a nad ranem latarką po oczach obudziła nas obsługa pociągu tłumacząc na migi, że zaraz nasza stacja i musimy wysiadać.

Jak wspominaliśmy wcześniej, bardzo ciężko jest się tu z kimkolwiek porozumieć i w praniu wyszło, ze kupiliśmy nie ten bilet do Pingyao, który pierwotnie chcieliśmy. W konsekwencji dojechaliśmy do Pingyao o 5 nad ranem. Jako jedyni wysiedliśmy na tej stacji. Było totalnie ciemno i nie mogliśmy przeczekać na dworcu gdyż na dworzec wpuszczają dopiero po okazaniu biletu. Trzeba niejako udowodnić, że się gdzieś jedzie, a nie chce się przekimać bezpłatnie na ławce. Szybko nauczyliśmy się omijać ten zakaz poprzez pokazanie jakiegokolwiek starego biletu, widząc białych turystów w ogóle tego nie sprawdzają tylko przepuszczają).

W każdym razie pod dworcem dopadło nas kilku ryksiarzy i zgodziliśmy się pojechać z jednym z nich do hostelu, w którym chcieliśmy przenocować, nie mieliśmy tam jednak rezerwacji. Kierowca zasłonił boki rozklekotanej rikszy plastikową, przezroczystą płachtą aby nam zbytnio nie wiało i pognał z nami w ciemną czeluść. Po przekroczeniu starych murów miasta nie było ani jednej świecącej latarni, a nasza ryksza posiadała wątłe światełko o zasięgu20 centymetrów.  Jechaliśmy po ciemku z duszą na ramieniu. Ja się modliłam by nas Pan ryksiarz nigdzie nie wywiózł, a Marcin wyjął na wierzch scyzoryk. Riksza zatrzymała się po 10 minutach, które trwały wieczność pod hostelem, którego nie chcieliśmy, a z którego kierowca prawdopodobnie miał dostać prowizję. Jak powiedzieliśmy, że nie wysiadamy to wkurzony riksiarz nie zasłonił już nam ponownie plastikowej kotarki, tylko pognał zaledwie ulicę dalej, na której był nasz hostel. Byliśmy uratowani 🙂

Pingyao to małe, klimatyczne miasteczko, słynące z banków. To tu powstał pierwszy bank w Chinach. Uroczą starówkę okala mur obronny, po którym można się przejść zaglądając do podwórzy tubylców. Zauważyliśmy bardzo dużo kukurydzy składowanej na dachach. Gorące kolby kukurydzy można kupić na każdej ulicy.

Również wszędzie sprzedają szaszłyki z rajskich jabłuszek, polane lukrem, jeszcze ich nie zdążyliśmy spróbować.

W Pingyao jedliśmy tak pyszną smażoną wieprzowinę oraz kluski w sosie o kolorze sojowym ze szczypiorkiem, że na zawsze zapamiętamy ten smak. Knajpa nazywa się „De ju yuan”, nieopodal wieży Miejskiej, naprzeciwko hotelu Tianyuankui.

Posted on 2011/11/25, in Chiny and tagged , , . Bookmark the permalink. 6 Komentarzy.

  1. Mmmmm kuchnia chińska….

  2. Super się czyta Wasze relacje 🙂 czekamy na następne 🙂

    Pozdrowienia!

  3. Udalo Wam sie odnalezc Wielki Mur, ktory zostal przeoczony np. przez Marco Polo. Nie mial tez do niego szczescia pierwszy chinski kosmonauta, ktory ze smutkiem stwierdzil, ze nie jest on jednak widoczny z Kosmosu. Jak sie mozecie domyslac byla to ostatnia publiczna wypowiedz tego nieszczesnika. Czy kosztujecie tych wszystkich specjalow, widocznych na zdjeciach?

    • My odnaleźliśmy drogę, ale łatwo nie było, bo po drodze nas zwodzono. Wszystkich specjałów nie skosztowaliśmu, ale te akceptowalne przez nasz żołądek tak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: