Chińskie impresje | 11.2011

Elektroniczny mur padł. Piszemy szybko, by zdążyć przed policją:

Chiny powitały nas charcząco.
Jest to pierwsza, najbardziej rzucająca się dla Europejczyka różnica. Chińczycy charczą na potęgę. Charczą i spluwają. Wszędzie; na ulicy, w parkach, nawet w knajpach. Trzeba uważać by przez przypadek nie zostać oplutym. Kobiety charczą i plują rzadziej i ciszej.  Policjanci trzymają fason i plując celują do koszy na śmieci. Słyszeliśmy, że nietaktem i brakiem wychowania jest dmuchanie nosa w chusteczkę. Natomiast dmuchanie nosa bezpośrednio na chodnik jest całkowicie dopuszczalne i szeroko praktykowane. Zakazy plucia obowiązują na dworcach, muzeach czy w pociągach, ale nie zawsze są przestrzegane.

Drugą rzucającą się różnicą jest palenie, które jest powszechnie dozwolone. Wsiadający do autobusu zdążą jeszcze zaciągnąć się kilka razy zanim wyrzucą papierosa (już w autobusie), W pociągu zaś są wyznaczone strefy dla palaczy, które są płynne i raczej umowne. W barach i restauracjach można zauważyć jak w trakcie jedzenia tubylcy na zmianę zaciągają się dymkiem i konsumują kaczkę.

Zaskoczeniem dla nas były „zasady” drogowe, wydawać by się mogło, ułożonych i karnych Chińczyków. Klakson jest używany stale – jako znak wyprzedzania, zbliżania się, ostrzegania przechodniów na  zielonym świetle lub na pasach, a także zamiast kierunkowskazów. Czasem wydaje nam się, że klakson jest używany tak bez powodu, bo już długo nie był wciskany i może się zepsuć. Mamy wrażenie, że panują tu dwie zasady ruchu drogowego: „ratuj się kto może” i „kto silniejszy ten lepszy”. Piesi według tej hierarchii są na samym końcu, po autobusach, ciężarówkach, samochodach i rikszach. Nawet jeśli pieszy ma zielone światło, to najpierw musi przepuścić wszystkie pojazdy, mimo że te mają czerwone światło. Jest to  zadanie trudne, gdyż pojazdy naciągają z każdej strony. Namalowane na jezdniach pasy są tylko i wyłącznie pewną wskazówką, jak teoretycznie można by jeździć. W rzeczywistości skręcanie w prawo ze skrajnego lewego pasa czy jazda pod prąd jest na porządku dziennym. Przepisów ruchu (jeśli takowe istnieją) nie da się tu złamać i dostać mandatu, gdyż policja robi dokładnie to samo. Trzeba przyznać, że Chińczycy mają nieprawdopodobne wręcz wyczucie odległości i zdolność manewrowania na milimetry. Do tej pory widzieliśmy jedynie bardzo drobne 2 stłuczki. Jeżdżą jednak wolno, około 40-50 km/h- w miastach. Pewnie dzięki temu jeszcze żyją.

Sami Chińczycy zrobili na nas wrażenie bardzo miłych, uprzejmych i pomocnych ludzi. Ta pomoc jest oczywiście ograniczona ze względu na barierę językową- my nie znamy chińskiego, a oni angielskiego. Dlatego też dotarcie do zabytków i atrakcji turystycznych na własną rękę stanowi nie lada wyzwanie. W większości miejsc nie ma żadnych oznaczeń po angielsku i nie ma się kogo spytać o radę. Porozumiewamy się trochę na migi, a trochę przy pomocy rozmówek polsko-chińskich. Ze świecą szukać jakiejkolwiek informacji turystycznej, a nawet jak się taką znajdzie to i tak wszystko po chińsku. Może nie powinno to dziwić, Chińczycy przecież nie muszą zabiegać o europejskiego turystę, wystarczy im do szczęścia liczba turystów krajowych.

Czasem jednak trafi się pomocny student, którego się kurczowo trzymamy i prosimy o przetłumaczenie nam wszystkiego.

Czasem oznaczenia są po angielsku i wtedy wszystko staje się jasne:

Jeżeli chodzi o atrakcje turystyczne to czasem mamy wrażenie, że stanowimy największą w okolicy.

Ulubionym sportem chińskim są karty i zośka. Karty rozkładają na każdym rogu i w każdej chwili – pociąg, knajpa, ulica lub przerwa w pracy.

Chińczycy wydają się gibcy i wysportowani, do tego wyglądają na młodszych niż są. Częstym obrazkiem są babcie noszące swoje wnuki na plecach. Na przystankach autobusowych widzimy, że czekając na autobus Chińczycy przeznaczają te kilka minut na gimnastykę. Nikogo nie dziwi opieranie nogi o jakikolwiek murek i rozciąganie się. Kilkakrotnie byliśmy świadkami jak jakaś starsza osoba upadła,  np. spadła ze schodów.  Zaśmiewałą się tylko, otrzepywała i szła dalej. U nas skończyłoby się to pewnie szpitalem…

Jedzenie jest tu cudowne, niesamowite bogactwo barw i smaków. Potrawy wyglądające na proste posiadają więcej składników i przypraw niż kilka polskich obiadów razem wziętych. Staramy się jednak nie jeść psów, gołębi, osłów czy robaczków, aczkolwiek gwarancji pochodzenia mięsa na naszym talerzu do końca nie mamy. Bardziej na południu je się również skorpiony i pająki. Poznana w autobusie Chinka zaprzeczyła jakoby jedli koty. Psy owszem, ale koty to dla Chińczyków tylko i wyłącznie przyjaciele.

Acha, rzecz istotna, Chinka opowiadała nam, że mięso gołębie bardzo dobrze wpływa na mleko karmiącej matki tak więc Magdo, Kasiu, Sandro może warto to rozważyć?

To co doprawdy zdumiewa, to jak to się dzieje, że małe chińskie dzieciaczki, takie do półtora roku, nie mają komplikacji z pęcherzem skoro cały czas mają pupy na wierzchu? Maluchy nie noszą pieluch tylko specjalne spodnie, które na pupie nie są zaszyte, by w każdej chwili mogły załatwić swoje potrzeby. Nie doszliśmy jeszcze do tego jak oznajmiają swoje potrzeby skoro jeszcze nie potrafią mówić, a mama niesie je na rękach..

Kibelki są prawie wszędzie „na narciarza”, co jest nawet bardziej higieniczne. W pociągach taki kibelek
oznacza jednak niezłą ekwilibrystykę;)

Odkryliśmy również magiczną recepturę na brak bezrobocia. Wystarczy być kreatywnym i miejsce zawsze się znajdzie, np. jako odliściacz drzew:

Posted on 2011/11/16, in Chiny and tagged , , . Bookmark the permalink. 8 Komentarzy.

  1. Hej! Gratuluje dobrego poczatku!Super sie czyta 🙂 Juz wiem co bede robic podczas martwych godzin w moim zapyzialym, madryckim biurze.
    Wow…nie wiedzialam o tych spodniach z dziurka. Wyglada to bardzo praktycznie, acz malo apetycznie.
    Bawcie sie dobrze i przecierajcie szlaki. Jak uzbieram kase to pojade Waszymi sladami.

  2. W Polsce na Kabatach zarejestrowałam wczoraj pierwszy śnieg.
    Fajnie, że Wam sie podoba. Dziwaczne zawody w Chinach (Azji) mogą się wydawać idiotyczne, ale są m.in po to, aby niewykwalifikowane osoby nie wypadały poza nawias społeczny i nie schodziły na tzw. złą drogę. Na lotnisku w jednym z chińskich miast zanotowaliśmy, iż 2-3 osoby sprawdzaja ten sam bilet lotniczy (boardfing card). 1sza zerkała na bilet, druga lekko go nadrywała, a trzecia przerywała całkowicie.

  3. super opis! szok z tymi golymi pupami dzieci i miesem golebi dobrze wplywajacym na mleko karmiacych matek:)))))) trzeba bedzie i jednego i drugiego sporobowac:)
    buziaki

  4. Szybko przeczytałem, mam nadzieję, że Mao nie widział. Super relacja 🙂 lekkie pióro, zabawnie, pięknie 🙂 no i super fotki!
    też wspominam Chińczyków (akurat z US) że lubili sobie splunąć parę razy (i np. w autobusach mieli specjalne torebki na ślinę 🙂 tak jak u nas kiedyś zdarzały się na śmieci jak się jechało na kolonie przy każdym podwójnym siedzeniu:-))

    Pozdrawiam!

  5. Cześć Kochani.
    Rewelacja !!!.Cieszymy się, że w końcu jesteśmy z Wami na bieżąco.
    Trzymajcie tak dalej.
    Zadzwonimy do Was w weekend.
    Duuuuże buziaczki.

  6. No no, lekkie pióro jak u mistrzów gatunku – czytało się świetnie, chcemy więcej :-)))
    Przekażę info o gołębiach mojej Matce Karmiącej 😉

    pozdrawiamy

  7. Krzysztof(L)

    eeetam…z tymi plującymi Chińczykami żadna nowość odkąd mamy kupców z dawnego Stadionu przy Bakalarskiej ;p
    Pozdrawiam-Krzysztof(L)

  8. Chyba zapomnieli o Bożym świecie, tak dobrze im w tym raju 🙂
    Domagamy się nowych notek! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: